me ride me teeny bicicleta to school

rower dojechal z kopenhagi dokladnie 30 kwietnia, do dzis to dokladnie 126 dni roboczych, teoretycznie minus 3 tygodnie w lipcu, ale plus wszystkie weekendowe i popoludniowe wycieczki/zakupy, niech bedzie umownie 125 dni, razy 5,9 km w jedna strone, razy 2 = 1475 km. tyle mniej wiecej zrobilem juz na moim nowym rowerze (na starym, pozyczonym przynajmniej drugie tyle). to chyba wystarczajacy przebieg zeby moc faktycznie napisac obiektywna recenzje.

002_1_1_1

woze sie modelem „milan 2” marki 6ku (zdjecie wyzej, ten nizej to model „nebula 1”) . 6ku to amerykanska firma, ale maja sporo dealerow w europie (uk, niemcy, dania, kilka modeli w szwecji). standardowy model ma oba hamulce, zwykle pedaly, kilka odblaskow i tylna piaste z wymienna opcja single speed i fixed gear (ostre kolo). SS to w wielkim skrocie jedna przerzutka (jak w skladaku, ale mozna krecic pedalami w tyl), fixed gear to rozwiazanie dla bardziej doswiadczonych – obie zebatki sa polaczone sa na sztywno.

Nebula-1_5_1

kupujac rower typu single spead/fixed gear mialem swiadomosc, ze przemieszczanie sie po tak gorzystej zabudowie w jakiej polozone jest lillehammer, moze byc delikatnie mowiac ciezkie, ale wiedzialem tez, ze rower ma mi glownie sluzyc do poruszania sie na trasie dom-praca, ktora jest akurat plaska. zdarza sie 2-3 razy w miesiacu, kiedy potrzebuje dostac sie nieco wyzej; wtedy musze kilka metrow rowerek pchac jak gamon. ale nie ma co psioczyc, bambi tez nie ma przerzutek i daje rade z dodatkowym fotelikiem, w ktorym beczy dodatkowe 13 kg :)

na czym zalezalo mi rozgladajac sie za tym jedynym? na maksymalnej prostocie i tej idealnie geometrycznej ramie. ze wszystkich, ktore przejrzalem, nadawal sie tylko 6ku. do tego oferuja kilka naprawde super zestawow kolorystycznych. dla tych, ktorym wydaja sie zbyt stonowane, polecam sprawdzic marke cheetah.

sama rama jest super cienka i ustawna (55 cm) przez co rower jest bardzo lekki i wydaje sie super oszczedny w formie i delikatny. kola maja tylko 25 mm szerokosci i bardzo szerokie (wysokie) fele, dzieki czemu prowadzi sie jak rower torowy (ponoc) – faktycznie sunie jak marzenie, dobrze trzyma sie drogi, przyjemnie steruje.

jeszcze przed jazda probna posciagalem wszystkie blyskotki (odblaski w maju w norwegii sa naprawde zbedne), ostatnio tez odkrecilem tylni hamulec (jeden w zupelnosci wstarczy) i dorzucilem przednia lampe (tylnia na plecaku). wyglada tez na to, ze udalo mi sie zlokalizowac opony z kolcami, ktore powinny sie zmiescic pod widelcem (30 mm). na deszcz, doraznie uzywam ass savera, ktory jak wspominalem chroni dupke, nie plecy.

korzystam z niego codziennie, minimum te 12 km i smialo moge powiedziec, ze jazda nim to czysta frajda! 4reals! ale.

coz, z reguly osoby jezdzace na ostrym kole (uuu) dopisuja sobie do tego jakas dziwna ideologie, nosza te idiotyczne czapeczki z krotkim daszkiem i publikuja na instagramie zdecydowanie za duzo zdjec swoich zabawek. rozumiem, one sa super fancy i estetyczne. i nie ukrywam, to byl glowny powod, dla ktorego zdecydowalem sie na zakup 6ku zamiast gianta. ale to dalej rower i ma jedno zadanie. i niestety wyglada na to, ze moj 6k sluzyc bedzie nie tak dlugo, jakbym moze tego oczekiwal…

zaczne od faktu, ze farba na felgach zeskrobala sie przez hamulce w drugim tygodniu uzytkowania. shit, ass. caly efekt like johnny cash, all black poszedl sie kochac, po 2 tygodniach! wsciekly poskarzylem sie u producenta, a on: tak to jest jak sie uzywa hamulcow. yyyy, no okej. dalej: na 1300-nym km jebnal lancuch (nie ma przerzutek, czasami trzeba przycisnac na pedal). durnie w sklepie zalozyli mi srebrny, no nic, teraz przynajmniej pasuje do felg hehehe. pod koniec wakacji zauwazylem, ze farba na kierwonicy sie odbarwia. fakt – rower codziennie stoi na zewnatrz po 7-9 h (slonce, deszcz). ale 3-4 miesiace to znowu troche za szybko na taki „defekt”… po tym jak zdrapala sie warstwa farby z felg, przy kazdym hamowaniu klocki troche szarpia i robia szzzz (szczegolnie jak jest mokro). i jest jedna rzecz, ktora szczegolnie wyprowadza mnie z rownowagi – te gumowe raczki na kierownice, ktore zsuwaja sie o 1 cm co drugi dzien i nie daja sie juz tak latwo wsunac z powrotem. slyszalem, ze lakier do wlosow pomoze. sprobowalbym, ale zona nie ma. nic, bede sie wkurwiac dalej.

jak to mowia: quality comes with a price. standardowa cena w europie to ok. 400 EUR (teraz jest sporo znizek). w kraju takim jak norwegia, gdzie przejazd autobusem miejskim kosztuje prawie 4 EUR (jedna strona), zakup takiego modelu zwraca sie po 50 kursach do pracy :)

pomimo wszystkich tych (coz, estetycznych defektow), absoluntnie polecam ten model! do jazdy na dupeczki nadaje sie idealnie! do pracy juz troche gorzej. jak zdechnie po zimie, kupie na bank nowy, w innym kolorze! :D

wieciej zdjec pozniej.

do poduszki

„deliryczny nowy jork” o architektonicznej historii NY. super ksiazka, super foty pfffffff. polecam wszystkim! nigdy nie bylem w NY i nigdy nie bede architektem.

nie wypowiadam sie na temat wyborow, bo mnie temat juz nie dotyczy i uwazam, ze wypowiadac – glosowac tez nie powinni ci, ktorzy swiadomie wybrali emigracje (link).

IMG_8940 img_8945-inverted

Kransekake

Z góry przepraszam! Wiem, że każdy ma już dosyć świątecznego jedzenia na kolejny rok ale pozwólcie, że cofniemy się po raz ostatni do 24 grudnia.

W tym roku na naszym świątecznym stole pojawiło się coś nowego – norweskie ciasto składające się z migdałowych krążków połączonych lukrem czyli Kransekake. To takie ciasto, które pojawia się na norweskich stołach na specjalne okazje takie jak Święta, ślub czy Nowy Rok. Słodkie to jak diabli ale wygląda pięknie, robi mega wrażenie w oczach przyszłej teściowej ;) no i w gruncie rzeczy jest łatwe w wykonaniu. Poziom trudności określam na 2,5 w skali 1-5. Naprawdę warto spróbować!

Processed with VSCOcam with f2 preset

Processed with VSCOcam with t1 preset

Kransekake

  • 500 g migdałów (zmielonych w miarę drobno, w skórkach lub bez, ja zmieliłam całe co daje lepszy efekt wizualny)
  • 500 g cukru pudru
  • 4 białka
  • foremki do kransekake lub jak w moim przypadku linijka :)

Wszystkie składniki mieszamy razem w misce do uzyskania jednolitej masy. Następnie wkładamy do lodówki i schładzamy jedną dobę.

Po schłodzeniu wyjmujemy masę i formujemy wałeczki grubości palca. Jeśli ktoś ma foremki po prostu je do nich wkłada. Oczywiście należy je uprzednio wysmarować masłem. Jeśli ktoś posiada tylko linijkę tak jak ja, zaczyna rolowanie wałków od długości 10 cm a każdy następny powiększa o 2,5 m. Formujemy kółka i pieczemy na blaszce wyłożonej papierem. Krążki pieczemy w 180 C do zarumienienia czyli ok.15-18 minut.

Po upieczeniu i wystudzeniu krążki zamrażamy. Internety mówią, że wtedy lepiej smakują. W dniu podania rozmrażamy i dekorujemy lukrem powstałym z jednego białka, cukru pudru (daję „na oko” do uzyskania pożądanej konsystencji) oraz kilku kropel soku z cytryny.

Voilà! :)

atlas wysp odleglych

niesamowita ksiazka pokazujaca 50 najmniejszych, najbardziej odleglych wysp posegregowanych wg lokalizacji – po 10 na kazdy z oceanow. na jednej stronie troche tekstu, odleglosc od najblizszego ladu, data odkrycia; na drugiej bardzo estetyczna mapka – mala plamka na blekitnym tle. kazda wyspa to wygrzebana z przeroznych relacji historycznych krotka historyjka. sa listy w butelce, sporo klasycznych historii z czasow wielkich odkryc i kolonializmu, darwin, sporo o samotnosci i wszystkie konce swiata. a do tego testy atomowe (francuska fangataufa), choroby, kanibalizm, wyspy-wiezienia (norfolk), wyspy-stacje badawcze i cala masa pasjonujacych opowiastek.

najmniejsza przedstawiona wyspa to tromelin – ma 0,8 km2 i aktualnie 4 mieszkancow (okresowo). nizej zdjecie z calym tekstem.

calosc super wydana, idealny prezent, tez dla dzieci :)

IMG_6873 IMG_6875 IMG_6879

Przygoda z ulubioną książką pana B.

Processed with VSCOcam with f2 preset

Oto książka, którą Bruno pokochał od pierwszego wejrzenia. Właściwie nie wiem dlaczego i cały czas się zastanawiam w czym tkwi jej sekret. Format mu tak bardzo odpowiada? Ilustracje? Hmm…fakt, są bardzo oszczędne, ot grupa małych, kolorowych, zabawnych ludzików jakby nabazgranych długopisem w zeszycie od matmy ;) Jest to prosta książka dla maluchów do nauki kolorów i liczenia od 1 do 10. Na każdej stronie obok ilustracji  znajduje się też krótka i wesoła rymowanka. I to właściwie tyle. Skandynawski minimalizm:) Fotografie mówią wszystko. My lecimy na sanki! Do następnego!

Processed with VSCOcam with f2 preset

Processed with VSCOcam with f2 preset

Processed with VSCOcam with f2 preset

Processed with VSCOcam with f2 preset

Processed with VSCOcam with f2 preset

Processed with VSCOcam with f2 preset

Processed with VSCOcam with f2 preset

Processed with VSCOcam with f2 preset

Processed with VSCOcam with f2 preset

Wpis powstał w ramach projektu:

Print

Niegrzeczna przygoda z książką

Długo głowiłam się co takiego zaproponować Wam tym razem z norweskiego, książkowego „podwórka”. Na ostatnich zakupach ustrzeliłam 3 piękne książki. Pojawił się jednak mały problem, gdyż jedna z nich wydana jest w wersji nynorsk. Musicie wiedzieć, że w Norwegii obowiązują dwie odmiany oraz zapisy języka norweskiego – nynorsk oraz bokmål. Nynorsk jest używany bardzo rzadko, przez jakieś 15-25 % (jak podaje Wikipedia) mieszkańców. Zapis dla mnie jako człowieka uczącego się dopiero tego języka, jest nie do przetłumaczenia. Ogólny sens książki jestem w stanie zrozumieć natomiast bez szczegółów niestety. Na razie więc pozostało oglądanie ilustracji :)

Kolejna to przepięknie zilustrowana i wydana, ponad 150 stronicowa opowieść o Norwegii w czasie wojny, narratorem której jest mała dziewczynka. Ale to pozycja na kolejny wpis. Obecnie pozostaje w fazie tłumaczenia, mam nadzieję, że do „następnego razu” się wyrobię :)

No i trzecia! Zacznę od tego, że posiadamy wersję tej genialnej (moim zdaniem) książki w języku polskim. Więc gdy tylko zobaczyłam wydanie oryginalne od razu zapragnęłam je mieć. Grzeczno-niegrzeczna książka duetu Gro Dahle i Sveina Nyhusa pt. „Snill” czyli „Grzeczna”.  Pewnie niektórzy z Was znają tę i trzy pozostałe pozycje („Tato”, „Włosy Mamy” oraz „Zły Pan”). Wszystkie poruszają niezwykle trudne emocjonalnie tematy relacji między dziećmi a dorosłymi. Zostały wydane w Polsce przez wydawnictwo EneDueRabe.

Processed with VSCOcam with t1 preset

Wiele pięknych i wartościowych słów padło pod adresem tej książki. Nie pozostaje mi nic innego jak tylko je powtórzyć. Pamiętam jak dziś, jak po przeczytaniu i obejrzeniu ilustracji „Grzecznej” zaschło mi w gardle i łzy stanęły w oczach. Przecież i ja byłam takim dziewczęciem wychowywanym w tradycyjnym, polskim modelu grzecznego dziecka! Grzeczne, ładne, spokojne, czyste, ciche, nie przeszkadzające, niemówiące „nie”, niezauważalne jak Lusia… Dzisiaj, z perspektywy czasu doskonale to rozumiem.

W Polsce pewnie książka nadal szokuje, jak publiczne karmienie piersią ;)

Jak ktoś ma ochotę dowiedzieć się trochę więcej o autorach, to tu znajdzie wywiad z ilustratorem książki panem Nyhusem.

Processed with VSCOcam with f2 preset Processed with VSCOcam with f2 preset Processed with VSCOcam with f2 preset Processed with VSCOcam with f2 preset Processed with VSCOcam with f2 preset Processed with VSCOcam with f2 presetProcessed with VSCOcam with f2 preset

Wpis powstał w ramach projektu:

Print

Blaski i cienie

Pod koniec sierpnia tego roku wprowadzono w Polsce ustawę o konieczności posiadania elementów odblaskowych dla każdej osoby, poruszającej się po zmierzchu poza obszarem zabudowanym. Za brak, mandacik of kors. No i brawo, w końcu!

Pamiętam jak wiele razy jadąc z lub do pracy, jesienią czy zimą zdarzyło mi się ostro hamować bo nagle ktoś, całkowicie niewidoczny wyskakiwał mi przed maskę. Oj, potok niecenzuralnych słów wylewał się wtedy ze mnie bardzo głośno. Matki chodzące z małymi dziećmi i wózkami po zmierzchu, wiadomo spieszy się taka oddać dziecię do przedszkola/szkoły, leci przed siebie, nie patrzy a jak jeszcze deszcz do tego dołożyć, koniec panie.

Ja wiem, że to słabo wygląda, że takie żółte, nie pasuje do niczego, jak robotnik jakiś…

Może pan Lagerfeld Was przekona.

vest

Edycja. Chyba nie muszę dodawać, że w Tej Norwegii odblaski stanowią normalną część garderoby :)

Nasza przygoda z książką

Dołączyliśmy i my! Cudowny projekt o książkach, czytaniu i zarażaniu dzieci tą najwspanialszą z pasji. I choć człowiek nasz mały jeszcze bo zaledwie 15 miesięczny, to już dobrze wie co oznacza te kilka kolorowych, szeleszczących i pachnących drukiem kartek. Oczywiście jego pierwsze kontakty ograniczają się do mazania oślinionym palcem po stronicach i ciągłym pytaniem: „cio to?” ale my jako dzielni, młodzi rodzice się nie poddajemy i z cierpliwością mu odpowiadamy.

No i czytamy. Codziennie. Nie przed spaniem czy po kąpieli, po prostu czytamy. W wolnej chwili mojej czy taty Bru. Bez ograniczania się do konkretnych pór dnia czy rytuałów. Książki są obecne dookoła nas przez cały czas (na półkach, podłodze, w szufladach – schowane oczywiście przez B.), naturalnie. I w taki też sposób po nie sięgamy. Najmocniej jednak w ostatnim czasie zauważam terapeutyczną wręcz, uspokajająca ich moc. Kiedy B. marudzi, stęka, jest trochę przemęczony zabieram go do jego pokoju i zaczynamy czytać. Na moich oczach dzieje się magia. Bruno wycisza się, słucha, pogodnieje, wertuje w skupieniu strony. Jest pięknie. No i piękne są nasze książki. W większość z nich zaopatrywaliśmy się jak B. był jeszcze całkiem mały. I nie ma co kryć ale kupowaliśmy je dla siebie. Nie wstydzę się głośno powiedzieć: „tak, czytam książki dla dzieci!”.Swoją drogą chyba nawet jest taka grupa na fejsie:)

Zakamarki, Dwie siostry, Ene Due Rabe… gdybym mogła wydałabym wszystkie norweskie korony na ich wydawnictwa! I choć nasza biblioteczka jest już całkiem spora, stale się powiększa i niedługo będzie problem z ich umieszczeniem w miejscu innym niż podłoga, to naprawdę ciężko odmówić sobie kolejnych. Szczególnie w kontekście naszej nowej sytuacji życiowej czyli zmiany miejsca/kraju zamieszkania… a, że jest to Skandynawia, to fani literatury dziecięcej wywodzącej się właśnie stąd zrozumieją co mam na myśli ;) Jestem w raju! I z tego raju postaram się wykraść dla Was kilka pięknych, wartościowych i ciekawych ale też mam nadzieję nie znanych Wam tytułów.

Po przydługim wstępie, zapraszam! :)

Właściwie to już nasza druga pozycja tego autora, o pierwszym znalezisku w sklepie z używanymi rzeczami jak i samym autorze pisałam kiedyś tu. Tym razem Ragnar Aalbu postanowił pokazać nam z charakterystycznym dla siebie poczuciem humoru co takiego robi pies, kiedy już wszyscy wyjdą z domu a on zostanie zupełnie sam. No bo przecież nie możliwym jest, żeby zwierz przez te kilka godzin tylko spał, wylegiwał się na kanapie czy jadł, nieprawdaż? :) Tajemnica zostaje odkryta a piękne i zabawne ilustracje (ach, te kolory!) oddają każdy szczegół.

Processed with VSCOcam with f2 presetProcessed with VSCOcam with f2 presetProcessed with VSCOcam with f2 presetProcessed with VSCOcam with f2 presetProcessed with VSCOcam with f2 preset

Wpis powstał w ramach projektu:

Print

z biodra

kolejny dobry dokument – ‚finding vivian maier‚ – niesamowita historia niani, ktora w latach 50-70tych natrzaskala na ulicach chicago tysiace zdjec. gdyby nie john maloof prawdopodobnie nikt by nigdy nie zobaczyl jej prac. w 2009 r., zaraz po smierci vivian, john wylicytowal na jednej z wielu publicznych aukcji pudlo (kilka pudel) z kliszami. nie minelo wiele czasu od wywolania do pierwszej wystawy. w ubieglym roku powstal film, ktory pokazuje nie tylko tworczosc i talent vivan, ale takze jej zlozona i tajemnicza osobowosc. rzadko uzywam slowa ‚fascynujacy’, ale tu bedzie pasowalo w sam raz. zdjecia (!!!), historia (!!!), sama postac (!!!).

na oficjalnej stronie jest spora galeria. bambi juz wie co dostanie pod choinke :)

z biodra tylko moja mama lepiej miesza pierogi!

PS

taka krotka refleksja – wszystkim, ktorzy tak sie jaraja wspolczesna fotografia blogowa, polecam adobe lightroom (na oficjalnej stronie jest wersja probna, bez zbednego logowania sie). czar pryska, po trzech kliknieciach :) a zdjecia w naszej galerii po prawej – to tez efekt, tu wcale nie jest tak pieknie ;)

Undated, New York, NY Undated, Chicago, IL Undated Undated, New York, NY VM1954W02936-11-MC    1954, New York, NY

Mapy

Processed with VSCOcam with t1 preset Processed with VSCOcam with t1 preset Processed with VSCOcam with t1 preset

Dostaliśmy i my! Super sprawa i naprawdę akcja godna pochwały. Czasem jednak udaje się zrobić coś fajnego w naszym kraju. Mapa autorstwa świetnego jak zawsze duetu Mizielińskich. Tu możecie zamówić jeśli jeszcze tego nie zrobiliście. Poczta Polska wysyła za free nawet na koniec świata ;)