OL

Reklamy

førjulskos

czyli przedswiateczny chill. w tym roku wyjatkowy. w zwiazku z planowanym wyjazdem nie ominely nas tradycyjne przygotowania – prezenty online (takie czasy, zamiast pin-zielony, cvv), choinka, ozdoby itd. do tego doszlo troche planowania, ktore i tak ladnie rozlozylo sie w czasie – dopinamy detale. ruszamy we wtorek. program: tel aviv, jerusalem, betlejem (west bank) – czyli DA VENUE, ffffffffff. w drodze z lotniska zgarniamy gosci i zaczynamy sylwestrowanie. wyglada na to, ze pierwszy raz od 3 lat dozyjemy do polnocy :)

IMG_0040

za oknem w koncu zrobilo sie zimowo. pierwsza polowa grudnia (nie wspominajac o listopadzie) to byl ostry zart. snieg, deszcz, minus 5, plus 5… od kilku dni stabilnie ok. -10, fuck yess! no matter the weather – rower. chcialbym powiedziec, ze nowe oponki spisuja sie wspalniale ale tak nie jest… tzn. nie wiem, na bank nie jest tak jak mowili – czyli „jak normalnie”. pierwsze 2 dni, prawie sie osralem w drodze do pracy. potem wpadl snieg i bylo troche lepiej, pozniej zwialo snieg i ukazal sie lod, a pozniej byla gololedz i bylo super strasznie. poki co jeden upadek, w sumie sie nie liczy, bo to byl sam lod (najwyrazniej z osiedlowego lodowiska troche sie rozlalo na boki). sam LOD, taki, ze nawet lezac na plackiem, mozna sie wywalic. tu nawet lancuch nie pomoze. ale nie bolalo az tak bardzo, jezdze dalej. poki co rekordowa temp. na porannej trasie to -12. zasada jest prosta – omijac lod, snieg jest okej. skoro dziecko moze spac na zewnatrz w takich samych warunkach, to ja moge jezdzic na rowerze, he he. i w weekend musze sie przeprosic z tylnim hamulcem, fizyki sie nie oszuka… tak na powaznie, to super. jest trudniej, wolniej ale jaka frajda i satysfakcja! zdaje sie, ze malzonka zechce sprobowac w przyszlym roku.

IMG_0017

nic specjalnego sie nie dzialo przez ostatni miesiac. na powzanie rozgladamy sie za autem. finalnie zostajemy w domu na czas olimpiady – okazuje sie, ze oprocz sniegu i nart bedzie tez muzyka i piwo. w pracy jeszcze nie wyjechali ostatni studenci z tego semestru, a ja juz robie katalog „fall 2016”. julebord nudny jak ch… kasztan na zmiane super i le douche.

nie polecam „the martian” – rozrywka jak z polsatu.

\m/

zima zajechala, big time. puf, minus 5. czlowiek mysli, ze jak codziennie na rowerze jezdzi, to bedzie juz ok. nie, 1 dzien bambi on ice/dancing shoes i zakwasy! big time. na szczescie dzisiaj dojechaly oponki (25 mm i 140 bolcow) i juz nie bede musial chodzic. w weekend jazda probna.

w tym tygodniu mialem male seminarium z pracy. wszyscy razem, slajdy, kolacja, quiz. ale byl element dodatkowy, wzieli mnie z zaskoczenia. 9 rano, po sniadaniu – godzinna wycieczka po gorach! ahhaha, wszyscy oczywiscie przygotowani na akcje (jakby wiedzieli). tylko ja i kolega holender z lapami w kieszeniach i jeasnach. ja przynajmniej mialem buty za kostke, on robil prr na sniegu w trampkach. no co za zwyczaje…

ciezko ostatnio o dobra komedie, przyznacie. rasistowskie i homofobiczne zarty juz nie bawia. jezeli ktos lubi/kojarzy/pamieta mela brooksa, to proponuje zaciagnac a „a touch of a cloth” (na imdb nie maja nawet zdjecia, ale jest 8,0). classy & so ghetto :)

tumblr_m9eksi7wpQ1rwsqbxo1_500

chodzi o imie

z muzyki nowy album coheed and cambria i troche lucy rose. acha, trzeci sezon „broen” (serial), najlepszy! jak south park z tego tygodnia, omg :)

Jesien o smaku Salmiaki

Poranek mglisty i dzdzysty. Wlasnie zajrzalam na strone i zdalam sobie sprawe, ze nie pisalam z dobrych kilka miesiecy a przynajmniej od wakacji. No bywa. Mowa jest srebrem i tak dalej…

Jesien rozpoczela sie u mnie naglym uzaleznieniem od nie lubianej wczesniej lukrecji. Tak, pokochalam. I to w wydaniu wscieklo slonym zwanym Salmiaki (to z finskiego o ile dobrze pamietam). W ogole zauwazylam u siebie dziwne dziwny pociag do coli i zelkow. Aaaaaaa, staje sie statystycznym Norwegiem!

Najwazniejsze jednak jest to, ze nie jem miesa. Odrzucilam totalnie tzn. moj organizm zdecydowanie powiedzial nie. Blokada i odruch wymiotny. 2 miesiace za mna. Jem rosliny, czasem ryby i owoce morza no i wspomniane wyzej cole i zelki. Jeszcze zyje, czuje sie calkiem niezle. Nie mam zamiaru w tym miejscu nagabywania nikogo do przejscia na bezmiesna strone mocy ale…o tu macie ladna bajke :-)

Listopad to kolejny bo trzeci juz miesiac od kiedy rozpoczelam kurs norweskiego. Bylo warto. Przelamalam sie w koncu i zaczelam mowic. Czuje sie o wiele bardziej komfortowo, pewniej i samoocena tez jakby bardzie wzrosla. Jestem gotowa do rozpoczecia dzialan o lepsza prace! No i na wiosne na pewno podejde do egzaminu Norskprøve.

Syn nasz coraz starszy i madrzejszy z kazdym miesiacem. Przedszkole do ktorego uczeszcza wprost uwielbia. Ja rowniez! Szykuje osobny wpis na temat tejze placowki razem ze zdjeciami, mam nadzieje, ze ogarne sie do wiosny ;-)

Aacha! Jeszce raz jakby ktos reflektowal na podmiane mieszkan w lutym w okresie The Youth Olympic Games to zapraszamy do kontaktu ;-) O taki mamy czasem widok z tarasu. Ciao!

Processed with VSCOcam with f2 preset

dzieci-smieci

jest jedna rzecz w tym miejscu, ktora wyprowadza mnie z rownowagi – brak koszy na smieci w miescie. no nie uraczysz. ale wtedy sobie mysle: o lord, w polsce co 5 metrow i dalej syf na ulicach.

Uten navn

bbalbalbla, ikke sant?

ogladamy sobie wczoraj the modern family i sobie mysle – ale ten serial jest smieszny i hilarious. po chwili patrze na zegarek: 21 z minutami, juz prawie spimy i mysle znowu: albo my jestesmy (juz) tacy dretwi… hehehe

bambi jedzie jutro pokazac kasztana w polsce. pewnie zaliczy jakis bal, juz drugi w tym roku! niby sie jej nalezy… ja ostatni raz na imprezie bylem w grudniu (wyjscia z kolegami z pracy na quiz sie nie licza), lol. dlatego spialem sie i po amerykansku zaprosilem sasiada na piwo i mecz. z rozmowy szybko wyszlo, ze zaden z nas nie ma spejclanie pojecia czy cos sie gra w tym tygodniu… ale pomysl mu przypadl, nic dziwnego, tez ma dziecko. w weekend kanskje skal gå bananas med studenter.

cries-in-spanish

jak widac, bloga uzywam z reguly do narzekania. wiec sadzac po mojej ostatniej aktywonosc, jest spoko. w tym tygodniu dojedzie rower, wiosna ‚n shit! wszystkim polecam nowego mansona, taki miejski!

zmarchwiwstal

jajka na drzewach, wszedzie zolto, widac slonce. jednak… to pierwsze swieta bez bialej kielbasy na sniadanie, przezyjemy (co za skladnia!). wczoraj ostatnie zakupy (cala norwegia od dzisiaj stoi). na tasmie w markiecie jedzie zapas piwa (6 x 0,33 teraz starcza nam na ok. 2 regularne imprezy), dojezdza do pana i zamiast pikniecia slysze, ze niestety ale juz mi nie moze sprzedac bo jest po godz. 18:00. dokladnie 18:12! hahahaha, no nic prawie tydzien wolnego bez babelkow, tez przezyjemy. jak w sobote nie zaspimy, to moze sie uda kupic.

jutro wycieczka do oslo. bedzie ciekawie, czuje sie jak bysmy jechali maluchem na 2-tygodniowy turnus do miedzyzdrojow (zabieramy koc, papu, dziecko, psa i caly towarzyszacy majdan). byle pogoda byla, insallah.

wczoraj obejrzelismy roast justina biebera (comedy central / mtv). oj usmialem sie! cel stosunkowo latwy, wystapili m. in.: snoop dogg (wygladal jak „emerytowana zawodniczka WNBA”, lol), shaq, kevin heart, pete davidson (snl) i… martha stewart (dala bobu). polecamy!

YWUzMzcwNWRkYiMvV1VEZUdFQnFLby1XNG5CMkEtaXZkX0hhV0tNPS8weDU1Ojg0MHg1ODUvODQweDUzMC9maWx0ZXJzOnF1YWxpdHkoNzApL2h0dHA6Ly9zMy5hbWF6b25hd3MuY29tL3BvbGljeW1pYy1pbWFnZXMvanZwcHZxbnJsd2t1amFuZ3RzenJvZ2pvdXJwbHZvYWt1Y2toOWp0dzNwZ

>

statystyki mowia, ze duza czesc odwiedzajacych bloga rezyduje w szwecji. znacie moze jakiegos busiarza, ktory kursuje na trasie sztokholm-oslo (najlepiej lillehammer)? opcjonalnie: kopenhaga-oslo. albo jeszcze inaczej: czyta nas ktos z szwedzkiego geteborga? :)

od 2 tygodni staram sie ogarnac transport roweru !”#¤%&@£$€. okazuje sie, ze bigos mozna nadac spod kielc i do trondheim dojedzie jeszcze cieply. ale zeby juz cos przewiezc pomiedzy stolicami sasiednich krajow, to juz ikke så mye…

bede super zobowiazany za jakies namiary!

u nas znowu zima! juz sie cieszylem z pelnej przyczepnosci i sru. dzisiaj na spacerze prawie osleplem od tej bieli. od srody ustawowo wolne, fuck yes!

znalezione na mojanorwegia.pl:

Uten navn

a tu sciagawka mojego kolegi z pracy, ktory postanowil nauczyc sie kilku podstawowych zwrotow po polsku (adnotacja na srodku dot. chyba ksiazki nad ktora pracuje, nie wiem…):

WP_002136

På tur

W koncu sie udalo! Praktycznie pod sam koniec sezonu ale jednak! Dotarlismy do Hafjell. Mala miescina i kurort narciarski polozony (jak mowi Wikipedia) w Gorach Skandynawskich. Spedzilismy tam cala, sloneczna niedziele. Zbieralismy sie od 3 miesiecy i jakos zawsze cos wypadalo, nie chcialo sie albo dziecko nie wspolpracowalo. Ale tym razem pelen sukces. W zasadzie prawie pelen. Gdyby jeszcze tak B. nam zechcial przykimac na pol godziny to moglibysmy w spokoju wypic kawe, poopalac sie na lezakach i potrzymac za rece jak za starych czasow… No ale coz, wszystkiego miec nie mozna. I tak bylo fajnie. Zostawiam was z kilkoma zdjeciami. Enjoy! ;-)

IMG_8655 IMG_8658 IMG_8669 IMG_8691 IMG_8695 IMG_8699 IMG_8725 IMG_8729 IMG_8739 IMG_8745 IMG_8758

duduu!

hei,

do tromso finalnie nie datarlismy, norwegian zastrajkowal i trzeba bylo wszystko odwolywac. ale pasztet. odbijemy sobie w swieta – oslo (ponoc cale miasto na ten czas wyjezdza), jak sie ociepli na dobre – trondheim, wakacje – tour de islandia. postanowione, juz planujemy!

z legendarnej zimy nic nie zostalo. wszystko splynelo, zostalay tony zwiru. na szczescie zamiast deszczu, mamy slonce. na dniach przesiadam sie z powrotem na rower. dziecko rosnie, moje studenty do szkoly przychodza z nartami, w tv albo jurasic park, albo zawody w wyciaganiu chua z wody, i tak dalej. najwazniejsze, dzisiaj udalo nam sie zalatwic wszystkie formalnosci zwiazane z rejestracja pobytu, fuck yass!

z nowosci audio & video: band of horses dla fanow country i perfect. nie, ale poaznie! na filmy, takie dluzsze niz 40 min. nie ma ostatnio energii. meczymy dalej (poza zestawem obowiazkowym) the affair i cos sie troche nie moze rozkrecic, wrocilismy na chwile do modern family (dziadziejemy), dynastie (sorry, gre o tron) skonczylismy na 2. sezonie jeszcze  2014 r. absolutny hit lutego to olive kitterige od HBO. przyznaje, pierwszy odcinek tat mir weh (straszna baba). ale jak juz zaciagnalem, 4 odcinki (mini series) poszly w kilka dni. klasa! niebawem mamy pierwszych gosci, zaczynamy od podstawowki (sp 4, goleniowo!). przyjmujemy jeszcze zgloszenia, jakby co.

twarog

ding-dong

zyjemy! pisze z pracy, wiec bedzie wyjatkowo krotko i tresciwie. 2 tygodnie temu przeziebilem sie, od razu rykoszetem dostala mama bambi, kasztan, potem komputer i karta do aparatu. nic nie dziala, posilkujemy sie sluzbowym ipadem ale troche brak nam cierpliwosci.

w te srode obchodzilismy urodziny bambi. byly balony, tort ‚n shit. tego samego dnia wracajac ze sklepu bambi wywalila sie na lodzie. na szczescie bez zlaman, tylko chwilowe zacmienie (juz juz sciskala sie z whitney). w przeciagu kilku sekund od upadku, pojawilo sie chyba z 10 osob, wszyscy nagle lekarze, nie wiadomo skad koce, wtf. ha! moj szef akurat przejzdzal obok. tak czy siak dzien zakonczylismy na pogotowiu (emergency). bogu dzieki, nic powaznego – stluczona dupa.

temperatura troche podskoczyla, juz nie jest tak magicznie, nawet pokazaly sie jakies kupy w sniegu. w tym tygodniu zaczelo sie wielkie odliczanie – tylko rok do olimpiady! zegar odpalil sam krolewicz!

jutro moze uda sie zejsc do miasta po kompa, bedzie wiecej pisania.

tumblr_njbafyNbg31qjnhqgo1_500

666

wypilismy juz wszystkie zapasy z lotniska, sypnelo sniegiem w weekend, jest juz tyle, ze grzeskowi wystaje tylko leb. speaking of whom: okazalo sie, ze powodem wszystkich nieporozumien domowych byly jaja grzegorza. mashallah! no mo’. wczoraj przeszedl ostateczny test: znajomy gosc w dom i… nic! no touching, no touching!

nie ruszamy sie z domu bez san (sań), jak brunel ma akurat focha, to ciagniemy zakupy – arctic gypsies :)

do ludzi z lillehammer i okolic: kojarzycie kiedy bedzie jakis transport z polszy? mamy do nadania ok. 10 kg kontrabandy. bede super zobowiazany za info.

swiatlo dzienne zobacze znowu dopiero w sobote. na niedziele: anathema – take shalter (dla fanow sigur ros, nie anathemy)